Drugie dno
Zdarzyło mi się do pralki z koszulami mężowskimi dorzucić różowe skarpetki córki. Efekt spektakularny!
Mąż: Wiesz co, następnym razem sam sobie zrobię pranie.
Ja mówię: A rób! Już nic więcej ci nie wypiorę. Mam to w d%$#* . Jak taki jesteś niezadowolony to w ogóle nie będę nic robić!
Częstuję znajomą kawałkiem świeżo upieczonego ciasta:
Ona mówi: Dobre ci wyszło, przydałoby się mniej cukru, ale dobre
Ja myślę : Nie smakuje jej, cukiernik to za mnie żaden, to ostatnie ciasto jakie upiekłam.
Zaparkowałam pod blokiem.
Wchodzę do mieszkania a mąż stojący przy oknie mówi: Następnym razem zaparkuj bliżej parkanu to więcej aut się zmieści obok twojego samochodu.
Ja mówię: Tak jakbyś ty zawsze idealnie parkował! Mistrz kierownicy się znalazł! Nic tylko krytykować potrafi!
Jeszcze jeden przykład z praniem. Nastawiłam w tygodniu pralkę z praniem. Prawdę mówiąc tylko 1/3 pralki prania.
Mąż rozwieszając pranie komentuje: Mogłaś zaczekać do soboty aż się więcej rzeczy nazbiera.
Ja mówię: No, świetnie! Staram się, żyły sobie wypruwam, żeby czysto było a tu taka wdzięczność!
Miotam się, doszukując się drugiego dna. Słyszę słowa, które nie zostały wypowiedziane. Mam wrażenie...Wydaje mi się... Myślę, że...Odnoszę wrażenie...
Co to jest? Co ja wyprawiam? Czy naprawdę jestem KRYTYKOWANA? Skąd pomysł, że "ktoś ma coś do mnie"? Jedyne na co mnie stać to odgryzanie się. "...A dowalę jej mocniej, a niech jej w pięty pójdzie". Stojąc w środku burzy emocji nie widzę tego szaleństwa - swojej nadwrażliwości i tego, że doszukuję się drugiego dna. Dna, którego w rzeczywistości być może wcale nie ma. ze ktoś chce mi zrobić przykrość, skrytykować mnie. Pogląd, że tak bardzo ważne jest to co myślą o mnie inni potrafi zżerać od środka jak kwas. Fałszywa duma.
Być sobą, nie udawać, mówić prawdę w zgodzie ze sobą, a nie z chęci przypodobania się. Nie zostanę nigdy ideałem, ale nie o to w tym chodzi. Krok do przodu. Rozwój każdego dnia przybliża mnie do zauważania i doceniania drobnostek w codzienności, które składają się na Moje Życie.
zuza
28 komentarze
Zuzy tak mają ;) Mam identycznie :)więcej luzu i dystansu, to pomaga.
OdpowiedzUsuńCiekawy post. Może rzeczywiście niepotrzebnie szukam drugiego dna, może wcale ten ktoś nie chciał mi zrobić na złość, chociaż tak to wyglądało.
OdpowiedzUsuńW rezultacie, mój wybuch może być reakcją łańcuchową.
Pozdrawiam serdecznie.
Chyba tez chodzi o to, żeby nie zajmować się intencjami tej drugiej osoby. W końcu nie czytam w myślach nikogo i nie wiem co ktoś myśli.
UsuńMasz rację. Ja też czasem doszukuję się uszczypliwości w tym, co ktoś do mnie mówi- niepotrzebnie jak się okazuje ;-)
OdpowiedzUsuńbuziak ;-)
Też tak czasem mam, ale na szczęście udaje mi się otrząsnąć i wrócić do normalności. ;)
OdpowiedzUsuńByć sobą to najważniejsze, nie szukać problemu tam gdzie go nie ma, nie trzeba być idealną, perfekcyjną.
OdpowiedzUsuńTrzeba poszukać równowagi ale to nasze hormony czasami krzyżują nasze myśli;)my kobiety już tak mamy;)
pozdrawiam Zuza świątecznie;)
Nie tylko kobiety :)
UsuńTo chyba częsta cecha kobiet. Za bardzo analizujemy czyjeś słowa, zupełnie niepotrzebnie.
OdpowiedzUsuńCzasem nie warto szukać drugiego dna...
OdpowiedzUsuńJa mam czasami takie dni, że jak ktoś tylko otworzy buzie chcąc coś do mnie powiedzieć to ja krzyczę, że mne atakuje ;)
OdpowiedzUsuńTeż tak mam od czasu do czasu - zaczynam szukać "dziury w całym" ale po co skoro i tak jej nie znajdę...??
OdpowiedzUsuńszybko udaje mi się na szczęście otrząsnąć.
pozdrawiamy :)
Mam dokładnie tak samo, przez to niestety mam zgrzyty z mężem.
OdpowiedzUsuńNaslonecznej.blogspot.com
To są drobne sytuacje, które już jutro stają się nieważne i zapomniane. My kobiety tak mamy, że nas wiele słów i spraw oburza. Może to z nadmiaru obowiązków. Mamy też trudne dni, w których lepiej się do nas nie zbliżać. W sumie nie jest źle. Trzeba się cieszyć tym co się ma. Życzę Ci trochę więcej luźnego czasu tylko dla siebie. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńWięcej realnego spojrzenia na to co mnie otacza.
UsuńHahaha skąd ja to znam :). To jest chyba domena większości kobiet, chyba te złożone i gęste połączenia w naszych zwojach mózgowych dają o sobie znać :).
OdpowiedzUsuńMam identycznie i tak myślę, że w dużej mierze (poza tymi chwilami kiedy po prostu wszystko nas denerwuje) wynika to z tego, że my pragniemy pochwał, aprobaty, wyróżnienia - to jest dla nas jak woda albo słońce dla kwiatka...co nie zmienia faktu, że można nauczyć się troszkę wyluzować - w końcu czy to dla nas zdrowe tak się denerwować kiedy tak naprawdę nie ma o co :D?
Dokładnie tak!
UsuńPs. Super zdjęcia :)
OdpowiedzUsuńdzięki:-)
UsuńTo wyobraź sobie, jak na wakacjach ze szwagierką, jej mężem robiłysmy pranie i tam wrzuciłam czerwone kąpielówki męża, które zafarbowały wszystko na różowo w tym gacie szwagra :D ubaw jest to do dziś choć już parę lat minęło :D
OdpowiedzUsuńGeneralnie warto luzować majty :D
Luzować majty! Tak! I "luzik w ramionkach" jak mawia moja szwagierka!
UsuńTeż mam czasem takie jazdy, które do niczego dobrego nie prowadzą. Na szczęście zazwyczaj szybko to mija :)
OdpowiedzUsuńszukajcie, a znajdziecie, prawda/ :D ja tez z tych, choć ostatnio trochę przystopowałam...i cześciej się uśmiecham :) pozdrawiam serdecznie Kasia
OdpowiedzUsuńUbawiłam się! Jesteś fantastyczna... chylę czoło za ten tekst! "
OdpowiedzUsuńPozdrawiam, MG
Dziekuję!
UsuńCzasami zdarza mi sie szukać drugiego dna, ale zaraz mi przechodzi.
OdpowiedzUsuńPs. Zdjęcia genialne :)
Mam to samo! Świetne zdjęcia :))))
OdpowiedzUsuńDziekuję:-)
UsuńSkąd ja to znam mój mąż też ma swoją koncepcje na pranie, która nie zawsze pokrywa się z moją.
OdpowiedzUsuń